XXX lat aikido

logo
    WOŁODYJOWSKI
    PO JAPOŃSKU

Powiadają, że Japonia powstała z miecza. Bogowie zanurzyli jego koralowe ostrze w wodzie, a gdy wyciągnęli, do oceanu spadły cztery równe krople, z których powstały japońskie wyspy.

Od tej legendy zaczyna się amerykańska superprodukcja “Ostatni samuraj” z Tomem Cruisem w roli głównej. - Warto ten film obejrzeć ze względu na drugi plan. Doskonale została odtworzona komputerowo architektura miasta i koloryt życia ulicy XIX-wiecznej Japonii. Fabuła zawiera odniesienia historyczne. Cesarz Meiji, pragnąc zmodernizować na zachodnią modłę Japonię, zakazał np. noszenia mieczy – tłumaczy Jerzy Pomianowski, mistrz sztuki władania japońskim mieczem znanym na całym świecie jako katana, w samej Japonii nazywanym nihonto.

Stara szkoła samurajów

Od wprowadzenia cesarskiego zakazu fechtunek praktykowano m.in. w japońskim wojsku, a na bazie tych ćwiczeń powstały współczesne battodo i kendo. W czasie II wojny światowej katana dała się bardzo we znaki aliantom, których raziły miecze noszone przez oficerów. Potem japońską szermierką za sprawą m.in. filmów Akiry Kurosawy zafascynował się świat Zachodu. Jerzy Pomianowski swoją przygodę z japońskimi sztukami walki zaczął 25 lat temu od karate, judo i aikido. W aikido, sztuce uniku, jest posiadaczem piątego dana. Od dziesięciu lat koncentruje się głównie na tradycyjnym mieczu japońskim. Praca zawodowa w służbie dyplomatycznej zawiodła go do Kraju Kwitnącej Wiśni. W latach 1997-2002 był w Japonii ambasadorem RP. Po powrocie założył wraz z przyjaciółmi pierwszy w Polsce klub Budojo, w którym można uczyć się sztuki iaijutsu i kenjutsu. Ta pierwsza to sztuka władania mieczem przejawiająca się w przewidywaniu zachowania przeciwnika, błyskawicznym dobywaniu miecza z pochwy i oczywiście zadawaniu śmiertelnych cięć. Uprawia się ją tępym mieczem zwanym iaito. Kenjutsu to fechtunek drewnianą bądź bambusową atrapą miecza – trening w parach i nauka układów kroków i cięć, czyli tzw. kata.
Do mieszczącego się w Warszawie na Ursynowie Budojo wchodzi się boso. Wyłożona matą do ćwiczeń aikido i kenjutsu sala ma stylowy japoński wystrój. W centrum znajduje się drewniana replika tori – japońskiej bramy shintoistycznej oraz piękne ręcznie wykonane kaligrafie. Zastajemy mistrza w trakcie treningu koryu kenjutsu.
To pierwsze słowo oznacza starą szkołę. - Tajniki systemu walki samurajów były w Japonii zawsze pilnie strzeżone i nawet dzisiaj są niechętnie udostępniane obcym. Samuraje to arystokracja, ich tradycję kultywują rodziny o bardzo konserwatywnych poglądach, po wojnie te środowiska nie były pokazywane i nie dążyły do kontaktów ze światem Zachodu – tłumaczy Pomianowski. Wrażliwi na kwestię hierarchiczności Japończycy pod wrażeniem szarży i umiejętności przybysza z Polski dopuścili go do tajników swojej starej sztuki wojennej. Poznał oryginalne techniki szkoły Kashima iaido, kenjutsu i starej samurajskiej walki wręcz – jujutsu. Te trzy elementy były podstawą dawnego systemu walki samurajów zwanego bujutsu.

Debiut gajdzina

W dojo, sali treningowej, jest przeszło dwudziestu mężczyzn. Wszyscy ubrani są jednakowo: w obszerne spodnie hakama i bluzy zwane keikogi lub po prostu gi. Trenują bambusowymi mieczami owiniętymi w skórę – fukuro shinai (jap. zapakowany bambus).
- Upowszechnił się na przełomie XVI i XVIIw. Przedtem przy treningach używano drewnianych mieczy – bokkenów. Były wykorzystywane do treningu kata i do bezkrwawych pojedynków. Miecz bambusowy zapewnił znacznie większe bezpieczeństwo – tłumaczy Pomianowski.
Adepci kenjutsu pracują nad kombinacjami. Jedna ze stron zadaje cięcie, druga paruje, wtedy pierwszy z ćwiczących ponawia cięcie. Potem praktykują to, co zdaniem mistrza jest najbardziej fascynujące. Rywale stoją w miejscu. Atakujący koncentruje się, starając się uśpić czujność rywala, po czym nieoczekiwanie rusza do przodu z krzykiem i cięciem. Jego partner może odpowiedzieć unikiem i kontratakiem na głowę. Jeżeli oczywiście zdąży.
- Nasza koncentracja wzmaga się i opada jak sinusoida. Trzeba odnaleść furtkę. A kluczem jest umiejętność wyczuwania pracy oddechu partnera a zarazem ukrywania swojej intencji. Nie można patrzeć w oczy, bo one mogą zwieść. Obserwuje się drżenie twarzy, pulsowanie oddechu, obniżanie lub podwyższanie pozycji. Nie jesteśmy w stanie ukryć do końca swoich słabości, a przeciwnik będzie oczywiście starał się nas wywieść w pole – wyjaśnia Pomianowski.
Bambusowymi mieczami przeprowadza się sparingi. Co ciekawe, bez ochraniaczy. Pierwszym poziomem wtajemniczenia jest walka z cięciami zadawanymi tylko w okolicę nadgarstków. Przy drugim atakuje się także głowę. Walka toczy się również przy pomocy technik jujitsu: przechwytów, obaleń, dźwigni, duszeń i uderzeń.
Mistrz proponuje mi, żebym przekonał się na własnej skórze, jak to jest. Sam nie wiem, czy to ma sens, jestem przecież kompletnym gajdzinem, jak Japończycy nazywają ludzi spoza Azji. Zakładam gi z autografem Stevena Seagala. Gwiazdor kina akcji poprowadził w niej kiedyś na prośbę pana Jerzego jedyny trening aikido w Polsce. Biorę do ręki fukuro shinai i niepewnie zaczynam sparing z jednym z trenujących. Dostaję ostro po nadgarstkach i staram się oddawać. W pewnej chwili przechodzimy do klinczu. Miecze lądują na ziemi i zaczynamy walkę na chwyty. Udaje mi się ujść cało.

Powoli umieramy

W dojo zostaje tylko kilku facetów. Zaczyna się trening iaido, a miejsce bambusowych mieczy zajmują prawdziwe katany. No może prawie prawdziwe, bo miecze do trenowania iaido są tępe i nazywają się iaito.
Mistrz i jego uczniowie wykonują kombinacje ruchów. Jedna ze stron naciera, podczas gdy katana drugiej spoczywa nadal w pochwie. W mgnieniu oka ostrze przecina powietrze, oczywiście w bezpiecznej odległości. Innym razem mistrz zachodzi za plecy ucznia, sprowadza go do parteru i przykłada nagą stal do szyi. Choć iaito jest tępy, wygląda to bardzo groźnie. Na temat tego, jak ostre potrafi być ostrze katany, krążą legendy. Prosimy o pokaz. Jerzy Pomianowski w jednej dłoni trzyma luźno zwisającą kartkę papieru, w drugiej tym razem prawdziwą katanę. Ostrze wchodzi w papier jak w masło i kroi go nieomal w dowolnym kierunku. Raz na pół roku ćwiczący u niego iaido przechodzą test tameshigiri. Polega on na przecinaniu zrolowanej japońskiej maty tatami omote. Kiedy zrolowana, mocno związana i nasączona wodą mata pęcznieje, jej konsystencja przypomina ponoć ludzkie ciało.
- Nie chodzi o to, czy się uda, tylko jak się uda. Przy odpowiednio wykonanym cięciu dolna część luźno stojącego snopka opada do przodu, a górna na bok. Najtrudniejsze jest połączenie siły zamachu z ruchem cięcia, bo jest na to tylko ułamkowa część sekundy – mówi Pomianowski. Przypomina mi się fragment dialogu z “Ostatniego samuraja”: “Jak kwiaty powoli wszyscy umieramy. Poznając życie z każdym oddechem. Z każdą czarką herbaty, z każdym życiem, które odbieramy”. To cytat z bushido, honorowego kodeksu samurajów. (...)


Artykuł ukazał się w miesięczniku LOGO
[NR 2 (16) LUTY 2007]

  zamow DVD